30.11.15

Rozdział 34 + EPILOG


Ludzie wiwatuję, dopadają do Nuxa i składają mu gratulacje. Bardzo powoli wychodzę z samochodu, poprawiam skórzaną kurtkę i podchodzę do jego auta. Przelotnie odwracam głowę w prawo i napotykam spojrzenia kumpli. Są nieco zaskoczeni i chyba nie wiedzą, że Ellie brała udział w wyścigu. Szukali jej, a ona była obok mnie. Ogarniam się, otwieram drzwi i odpinam jej pasy. Otwiera oczy, ale mruga nimi i wiem, że jest nieświadoma tego, co się wokół niej dzieje. Biorę ją ostrożnie na ręce i całuję w czoło.
- Justin? - pyta cicho i zaskakuje mnie tym - Co się dzieje? - ledwo mówi i jej głowa opada do tyłu.
- Justin!! - słyszę wrzask i obok mnie pojawiają się chłopcy - Ja pierdole, tylko nie to! - słyszę spanikowany głos Paula i spoglądam na niego. Zaciska szczękę i jest wściekły! - Co on jej zrobił?
- Naćpał ją - mówię cicho, podaję mu Ellie i spuszczam głowę. Zaciskam dłonie w pięści i czuję cudowne ciepło, które rozlewa się w moim ciele. To, co zaraz zrobię, sprawi mi cholerną przyjemność.
- Justin - słyszę głos Theo, ale znam ten ton - Tylko nie rób nic głupiego, jasne? - on żartuje, tak?
- Oczywiście, braciszku - mrugam do niego zadziornie, oblizuję usta i tarasuję sobie drogę do Nuxa. Kiedy odpycham kilku ludzi, stajemy twarzą w twarz. Mrużę oczy i nagle robi się dziwnie cicho.
- Shadow, przyjacielu! Nie pogratulujesz mi? To Twój pierwszy przegrany wyścig, auć!
- Pieprzę ten wyścig, Nux. Powiedz mi, co zrobiłeś? - przekrzywiam głowę i gapię się na niego?
- Wygrałem? - odpowiada pytająco i uśmiecha się szeroko - Chyba słodka Ellie przyniosła mi szczęście.
- Pamiętasz, co powiedziałem Ci kilka dni temu? Miałeś trzymać się z daleka od mojej dziewczyny, czego w tym nie rozumiałeś, huh? Miałem przeliterować, żeby to do Ciebie dotarło?
- Och, nie złość się. Przecież nic złego się nie stało, prawda? Ellie jest cała i zdrowa.
- Czy Ty mówisz kurwa serio? Zabrałeś ją wbrew jej woli, naćpałeś! Nie powinieneś tego robić.
- Fakt, była trochę oporna, kiedy znalazłem ją w parku. Nie chciała ze mną pojechać, nawet powiedziała, że jej zabroniłeś - prycha rozbawiony - Naprawdę masz nad nią kontrolę, stary. Boi się Ciebie, jest posłuszna i grzeczna jak aniołek. Wytresowałeś ją jak pieska, dobra robota - śmieje się głośno, a ja już ledwo nad sobą panuję - Musiałem ją nieco otumanić,  strasznie płakała i bała się. To mała dawka, nie martw się.
To dla mnie znak, dopadam do niego i moja pięść spotyka się z jego twarzą. Cios jest tak mocny, aż upada na ziemię. Siadam na nim i zadaję cios za ciosem. Ludzie zaczynają krzyczeć, dziewczyny piszczeć, ale mam to w dupie. Okładam go i jestem jak w transie. Niesamowite uczucie! Czuję, jak schodzi ze mnie ciśnienie, moje pięści są zakrwawione, z jego twarzy również leci krew, ale nawet się nie broni. Co za mięczak! Zaciskam szczękę, dyszę ciężko i przestaję go okładać. Jest twardy, nawet nie stracił przytomności.
- Tylko tyle? Naprawdę? Cóż, myślałem, że stać Cię na więcej - spluwa krwią i mruży oczy.
- Stać mnie na dużo więcej. Ciesz się, że nie musiałeś się o tym przekonać w tej chwili. Jesteś spierdolony, Nux - przybliżam się i szepczę mu na ucho - Mógłbym Cię teraz zabić, wiesz? Nie byłbyś pierwszy na moim koncie - odchylam się i posyłam mu cwany uśmieszek. Jego twarz natychmiast się zmienia. Uchyla usta w szoku, jakby się tego nie spodziewał - Jeśli kiedykolwiek zobaczę Cię w pobliżu mojej dziewczyny, zrobię to. Przysięgam, że się nie zawaham. Rozumiesz mnie? - posyłam mu ostre spojrzenie, a na jego twarzy widzę przerażenie. Zdecydowanie takiego mnie jeszcze nie poznał, ale nie mam zamiaru się z nim pieprzyć. Patrzy na mnie i przytakuje głową - Powiedz to. Chcę usłyszeć to z Twoich ust.
- T-tak, rozumiem - och, jego głosik brzmi tak strachliwie i niepewnie. Podoba mi się to.
- Prawidłowo - podnoszę się z niego, a chłopcy pomagają mu się podnieść. Prycham, ale wygląda tragicznie! Jego twarz jest cała we krwi, ma podpite oko i ledwo może je otworzyć. Ups, nieco mnie poniosło - Pamiętaj, co Ci powiedziałem. Następnym razem będzie o wiele gorzej. Nie chcesz ze mną zadzierać.
Poprawiam kurtkę, odwracam się i podchodzę do Paula. Podaje mi Ellie, układam ją na miejscu pasażera w swoim samochodzie i przypinam pas. Cmokam ją w czoło i wsiadam za kółko.

W piątek budzę się dość wcześnie, dochodzi dopiero dziewiąta. Przekręcam się na bok i gapię na Ellie. Oddycham głęboko, ale nie wierzę, że Nux posunął się tak daleko. Doskonale wiem, że zrobił to z pieprzonej złości, ale nie miał prawa! Ellie nie jest żadną kartą przetargową, aby mścić się właśnie na niej. Wiem, co muszę zrobić i nie ma innego wyjścia z tej sytuacji. Jeśli chcę, aby była bezpieczna, muszę przestać się ścigać. Było tak dobrze i boleśnie dociera do mnie fakt, iż znowu wszystko się powtarza. Ellie miała rację, już mam jedną, niebezpieczną pracę i pora wreszcie się ogarnąć. Chcę tylko, żeby była bezpieczna.
Okrywam ją po samą szyję, całuję w czoło i podnoszę się z łóżka. Biorę szybki prysznic, ale staram się odrzucić od siebie wszystkie myśli, które atakuję moją głowę. Zakładam na tyłek krótkie spodenki i schodzę na dół. Chłopcy siedzą rozwaleni, piją kawę i cicho rozmawiają. 

- Gdzie Theo? - przysiadam obok Alexa, ziewam przeciągle i też przydałaby mi się spora dawka kofeiny.
- Pojechał odwieźć Danielle do szkoły, zaraz powinien był z powrotem. Jak Ellie?
- Nie wiem, jeszcze śpi. Jednak mam nadzieję, że wszystko będzie z nią w porządku.

- Cholera, byłam w szoku, kiedy ją wczoraj zobaczyłem. Co odjebało Nuxowi, do cholery?!
- Nie wiem, Alex. Ale zapewne chciał zrobić mi na złość. Jak wiesz, nie darzymy się sympatią.
- Nie zapominajmy też o tym, że Susan wystawiła Nuxa i był po prostu wkurwiony.
- Daj spokój, Paul. Kto robi coś takiego? Zabrał dziewczynę, która nie ma z tym nic wspólnego.
- Spokojnie, Alex. Dostał za to po mordzie. Dałem mu też ostrzeżenie, lepiej dla niego, żeby posłuchał.
- Widzieliście jego minę? - Luke prycha rozbawiony i porusza brwiami - Był zesrany na maksa!
- I słusznie! Nigdy nie powinien był robić coś tak popieprzonego. Ma nierówno pod sufitem.
- Siema, ziomki - do domu wchodzi Theo i przybija ze mną żółwika - Zawiozłem siostrę do szkoły. Pytała, dlaczego nie ma Ellie, ale wcisnąłem jej kit, że po prostu źle się czuje i zostanie dzisiaj w domu.
- Dobrze zrobiłeś. Nie ma sensu mówić jej o tym, lepiej trzymać ją od tego jak najdalej.
- Czy jej mama w ogóle wie, że jest u Ciebie? Nie ma jej od wczoraj, pewnie się martwi.
- Luzik, dzwoniłem wczoraj do Roberta i powiedziałem mu o wszystkim. Miał przekazać Lisie, że Ellie została u mnie na noc, a dzisiaj grzecznie poszła do szkoły. Rob nieźle spanikował, przestraszył się.
- Nic dziwnego. Chyba nikt z nas nie spodziewał się czegoś takiego. Serio ten chłopak jest stuknięty.
- Więcej się do niej nie zbliży. A jeśli to zrobi, nasza zabawna skończy się o wiele gorzej. Jego wybór.
- Z takimi trzeba twardo, zero pierdolenia - Alex unosi się i prycha - Zadarł z niewłaściwym człowiekiem.
- Dokładnie, stary - zaciskam szczękę, ale nikt nie będzie ze mną pogrywał. Poznałem Nuxa ponad miesiąc temu, nie wie kim jestem. Wczoraj dostał małą próbkę moich możliwości. Oby nie przekroczył granicy.
- Hej - dobiega mnie słaby głos Ellie. Przekręcam głowę i widzę, jak schodzi ze schodów. Ubrana tylko w moją koszulę w czerwono, białą kratę. Podwinęła rękawy i wzięła prysznic, jej włosy wciąż są wilgotne.
- Cześć, Kochanie - uśmiecham się do niej i przyciągam na swoje kolana - Jak się czujesz?
- Całkiem dobrze, tylko trochę boli mnie głowa - zacina się na chwilę, spuszcza głowę i wzdycha ciężko - Co się wczoraj wydarzyło? Oprócz tego, że Nux mnie zabrał? - patrzy na mnie i przegryza wargę.
- Pamiętasz to? - przytakuje niepewnie, ale jestem zaskoczony. Zawsze ma dziurę w pamięci.
- Byłam bardzo zaskoczona, kiedy pojawił się w parku. Poszłam tylko na spacer, żeby trochę pomyśleć, aż nagle zjawia się obok mnie i beztrosko oświadcza, że zabiera mnie ze sobą. Byłam przerażona! - podnosi głos, ale pocieram jej plecy i uspokajam. Nie chcę, żeby denerwowała się przez tego debila - Potem podał mi siłą tabletkę. Nie wiem, co to było, ale mam przebłyski tego, co się działo. Mnóstwo ludzi, hałas, migające światła. Wszystko latało mi przed oczami, a potem zobaczyłam Ciebie. Pocałowałeś mnie w czoło - uśmiecha się i wygląda tak uroczo.
Odgarniam jej włosy na plecy i całuję w nos.
- Nux zabrał Cię na wyścig - marszczy czoło i chyba tego się nie spodziewała - Zobaczyłem Cię już na starcie, miałaś mętny wzrok i wiedziałem, co się stało. Jednak było za późno i Nux już ruszył. Jechałem za nim i osłaniałem przed innymi, pragnąłem tylko żebyś była bezpiecznia i żeby nic złego się nie wydarzyło. Na szczęście dojechaliśmy cali - oddycham głęboko i sam nie wiem, jakim cudem nam się to udało.
- Wow, jestem zaskoczona. Brałam udział w nielegalnym wyścigu, nieźle - mruga rozbawiona.
- Pierwszy i ostatni raz - burczę pod nosem, ale mimo wszystko to nie jest jej wina.

Chwilę później chłopcy rozchodzą się, a my zostajemy sami. Leżymy w ogrodzie  i wygrzewamy się w słońcu. Ellie wygląda cudownie, w żółtym bikini. Opowiada jak nakręcona o Grace i Alexie i nie wierzę, że jest taka radosna. Nawet nie przejęła się tym, że Nux ją zabrał. Czyżby faktycznie się przy mnie zahartowała, nabrała odwagi? Dawniej wszystko ją przerażało, teraz kompletnie zdaje się tym nie przejmować.
- Cholera, mam nadzieję, że mama nie będzie na mnie zła. Nic jej nie powiedziałam, udusi mnie!
- Nie martw się, wszystkim się zająłem. Robert przekazał jej, że nocujesz u mnie. Spokojnie, Skarbie.
- Dziękuję, jesteś kochany - uśmiecha się, odwraca i siada na mnie okrakiem. Pochyla się i całuje mnie czule. Mmm, mógłbym to robić cały czas. Uwielbiam jej usta. Schodzi nimi na moją szyję i zasysa ją delikatnie. W moim ciele od razu rozbudza się podniecenie. Chcę jej coś powiedzieć, a ona skutecznie mnie rozprasza.
- K-Kotku - jąkam się, ale fala przyjemnego ciepła rozchodzi się w moim ciele. Zaciskam usta i skupiam się na tym zajebistym uczuciu. Przenosi dłoń na moją klatkę i znęca się nad sutkiem. Cwana bestia! Doskonale wie gdzie uderzyć, aby to na mnie podziałało. Ściskam jej pośladki i przysuwam do siebie jeszcze bliżej - Hej, chciałem Ci coś powiedzieć - szepczę, ale za cholerę nie mogę się skupić!
- Powiedzieć? - odchyla głowę, marszczy czoło i przestaje mnie pieścić - Stało się coś?
- Spokojnie, nie panikuj. Wszystko jest w porządku - uśmiecham się i pocieram jej ramiona - Po prostu, po wczorajszych wydarzeniach - oddycham głęboko, ale wiem, że muszę to zrobić - Postanowiłem, że zrezygnuję z wyścigów - uchyla usta zaskoczona, marszczy czoło i wpatruje się w moje oczy. Chyba nie tego się spodziewała - Jesteś dla mnie najważniejsza. Zrozumiałem, że nie mogę tego robić. To zbyt niebezpieczne i może sprowadzić kłopoty również na Ciebie, o czym niestety się przekonaliśmy. Nie chcę tego, ponieważ Twoje bezpieczeństwo jest dla mnie na pierwszym miejscu.

- Wow, zaskoczyłeś mnie - oblizuje usta i sunie opuszkiem palca po moim tatuażu -Jesteś tego pewny?
- Tak, jestem pewny. Polubiłem to, było fajnie, ale teraz nie ma to już znaczenia. Chcę tylko, żebyś była szczęśliwa i wiodła normalne, spokojne życie. Przepraszam, znowu naraziłem Cię na niebezpieczeństwo.
- Nie przepraszaj, przecież to nie Twoja wina. Jednak czuję się winna, wiesz? Rezygnujesz przeze mnie.
- Nie przez Ciebie, tylko dla Ciebie. Są rzeczy ważne i ważniejsze, Skarbie. A ja naprawdę cholernie mocno Cię kocham i nie chcę Cię stracić - patrzy na mnie niepewnie i układa dłonie na moich barkach - Obiecuję, że już nigdy nie zrobię nic, przez co będziesz czuła się zagrożona. Nie chcę, żebyś się bała. Rozumiem swoje błędy i więcej ich nie popełnię - odgarniam włosy, które spadły jej na twarz i całuję w usta - Przepraszam również za każdą minutę, w której czułaś się odtrącona lub zazdrosna. Niestety jestem tylko facetem i wiele rzeczy rozumiem dopiero po fakcie. Jednak rozmawiałem z Paulem i powiedział mi, jak fatalnie się z tym czujesz. Nie chciałem, żebyś cierpiała przez Agnes, ponieważ nie widzę świata poza Tobą, Ellie. Nie chcę żadnej innej i przysięgam, że już nigdy nie poczujesz nawet odrobiny zazdrości - zaciska usta i widzę łzy w jej oczach. Nie chcę, żeby płakała... teraz muszę jej wszystko wynagrodzić - 
Powiedz coś, Skarbie.
- Tak bardzo Cię kocham - odpowiada szeptem i mimo wszystko, łzy spływają po jej policzkach.
- Ja Ciebie też, Skarbie. Najmocniej na świecie.  Nie płacz - przytulam ją do siebie i głaszczę po plecach.

Wieczorem robimy grilla w moim ogrodzie. Pijemy piwo, gra muzyka i chyba wszyscy dobrze się bawią. Ellie wesoło rozmawia z Grace, Paul tuli do siebie moją siostrę, Luke chichocze ze swoją "koleżanką", ale kiedy do środka wchodzi Eric i Theo, moja szczęka spotyka się z podłogą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby obok nich nie szły... dziewczyny. Kręcę głową i uśmiecham się jak debil. Mój brat obejmuje szczupłą, niską blondynkę i patrzy na nią maślanym spojrzeniem. Obok Erica kroczy brunetka, która rozgląda się z zaciekawieniem. Nie ukrywam, ale czegoś takiego na pewno się nie spodziewałem. Przekręcam głowę i spotykam zszokowane spojrzenie mojej dziewczyny. Unosi ramiona i pyta mnie spojrzeniem "co tu się do cholery wyprawia?!". Prycham, ale już ja się tego dowiem.



****************



*Dwa miesiące później - 28 czerwca*

Justin POV:
- Justin, gdzie jedziemy? - słyszę głos Ellie, ale mrugam do niej tylko. Niecierpliwi się, wierci i wiem, że jest ciekawa niespodzianki, którą dla niej zaplanowałem. Jednak dzisiaj mija nasz pierwszy, wspólny rok i przygotowałem coś extra! Oby jej się spodobało - Zaraz skopię Ci tyłek, jak mi nie powiesz!
- To niespodzianka, Kochanie. Bądź cierpliwa, tak? - przewracam oczami, ale jest taka nieznośna. Mimo wszystko kocham ją z całego serca i wiem, że to się nie zmieni. Jest dla mnie najważniejsza i chcę, aby była szczęśliwa. Dlatego z tej okazji zabrałem ją na dwa tygodnie na Bora Bora. Zaczęły się wakacje, musi odpocząć a to doskonała okazja. Jej uśmiech jest dla mnie największą nagrodą - Jesteśmy na miejscu - mówię cicho i przekręcam się w jej stronę - Teraz muszę zasłonić Ci oczy, ok? - od razu uchyla usta, aby coś powiedzieć, ale uciszam ją - Nie bój się, jestem przy Tobie - pochylam się i całuję w nos. Już widzę, że nie bardzo podoba jej się ten pomysł. Zasłaniam jej oczy przepaską, wychodzę i pomagam jej wysiąść. Powoli kierujemy się w prawo i dochodzimy na miejsce. Kiwam głową do chłopaka, ale przykładam palec do ust, aby był cicho. Prowadzę Ellie na kratkę i daję znak. Kiedy tylko platforma się porusza, Ellie wzdryga się w moich ramionach - Spokojnie, Kotku. Trzymam Cię mocno - głaszczę ją po plecach, a ona mocno się we mnie wtula.
- Justin, co się dzieje? Co to za dziwny hałas? Poruszamy się? - zadaje mnóstwo pytań, cała ona!
- Tak, ale nie panikuj. Wszystko jest pod kontrolą, tak? - przytakuje głową, ale jeszcze mocniej obejmuje mnie w pasie. Podnoszę głowę i podziwiam cudowne widoki. Wiem, że nie ma lęku wysokości i powinno jej się spodobać. Jednak widok to nie wszystko i za tą drugą część mogę dostać po głowie. Zatrzymujemy się i podchodzi do nas chłopak. Kiwam do niego i zaczyna robić swoje - Jeszcze chwilka, Kotku.
- Hej! Co się dzieje?! - panikuje i zaciska dłonie na moich biodrach, auć!
- Nic, maleńka. To moja niespodzianka, zaraz odsłonię Ci oczy. Zobaczysz wszystko, tak?
- Ok. Zrób to szybko, dobrze? Niepokoję się i dziwnie się czuję, wiesz? Jesteśmy w powietrzu? - nie odpowiadam. Chłopak kończy i powoli rozwiązuję opaskę Ellie. Patrzy na mnie i uśmiecha się niepewnie. Jednak, kiedy przekręca głowę w prawą stronę, zamiera! - Kurwa, Justin!! Zwariowałeś?! - wrzeszczy niemiłosiernie i dociska się do mnie. Chłopak obok nas śmieje się rozbawiony i kręci głową - Boże! Jak tu wysoko! - rozgląda się, a jej ciało delikatnie drży. Spogląda w dół, marszczy czoło i chyba orientuje się w sytuacji. Dociera do niej, co tak naprawdę się zaraz stanie, ups! 
- Chwileczkę, chyba to nie jest to, o czym myślę. Prawda? - patrzy na mnie oczami szczeniaka i oblatuje ją strach. Przytakuję głową, a ona rozchyla usta w szoku - Wiesz, że tego nie zrobię?! Nie ma mowy! Oszalałeś! - wypuszcza słowa jak z karabinu - Co Ci strzeliło do głowy, wariacie?! Boże! Jesteś szalony, wiesz?! Proszę, możemy już stąd zejść? Naprawdę jest cudownie, widok zapiera dech w piersi, jednak wolałabym być już na dole.
- Zejdziemy stąd tylko w jeden sposób, Kochanie. Spadając - kiedy kończę mówić, zaczyna poruszać głową.
- Nie, nie, nie! Nie wyrażam zgody! Nie zrobię tego! - mrugam do niej i zaczynam iść. Jesteśmy razem związani, więc jest to nieco trudne. Jednak to tylko kilka małych kroczków - Justin!! Nie!! Błagam!! - wrzeszczy, ale nie słucham jej. Nie raz wspominała, że chciałaby to zrobić. Jakąś fajną, szaloną rzecz. Właśnie spełniam jej marzenie - Proszę, zatrzymaj się! - już za późno, bo chłopak przytakuje głową i skaczemy. Ellie mocno wtula się w moje ciało i czuję, jak ściska mnie za szyję. Nie krzyczy, chyba jest po prostu zszokowana, aby cokolwiek z siebie wykrzesać. Uczucie jest boskie! Spadamy szybko, wiatr rozwiewa jej włosy i mocno trzymam ją w pasie. Nim się orientuję, jesteśmy na dole. Odbijamy się kilka razy na linie i dyndamy raz w lewo, raz w prawo. Odchylam głowę i spoglądam na nią. Wisimy do góry nogami, patrzymy na siebie i całuję ją w usta - Nienawidzę Cię, wiesz? - mówi cicho i opiera swoje czoło o moje - Ale kurewsko mocno Cię kocham - przygryza wargę i posyła mi cudowny uśmiech.

Chwilę później spacerujemy po plaży. Jemy pyszne lody i cieszymy się sobą.
- Wciąż cała się trzęsę, wiesz? - mówi cicho i spogląda na mnie - Nie wierzę, że to zrobiliśmy! Skok na bungee?! Boże! Przecież to szalone, Justin! - kręci głową, jakby naprawdę w to nie wierzyła.
- Wiem, Skarbie. Ale sama mówiłaś kilka razy, że chciałabyś zrobić coś zwariowanego. Pomyślałem, że taki skok to zajebista sprawa. Nie podobało Ci się? - marszczę czoło i patrzę w jej śliczne oczy.
- Oczywiście, że podobało! Co to za pytanie? - przewraca oczami rozbawiona i uśmiecha się szeroko - To było naprawdę coś! Po prostu mogłeś mnie wcześniej uprzedzić, przygotować na to. Na górze przeżyłam spory szok.
- Wiem, widziałem to na własne oczy - mrugam do niej i obejmuję ramieniem - Ale doskonale wiemy, że nigdy byś tego nie zrobiła, gdybym Ci to powiedział. Prawda? - unoszę brew, ale znam odpowiedź.
- Oczywiście, że tak! Może lepiej, że nic nie wiedziałam? Przynajmniej nie mogłam się wycofać.
- Właśnie o to mi chodziło, Skarbie. Wiem, że gdybym tylko o tym wspomniał, uciekłabyś z krzykiem. A ja chciałem, żebyś miała cudowne wspomnienia związane ze mną.
- Tak bardzo Cię kocham, wiesz? - nagle przystaje i rzuca się w moje ramiona. Podskakuje i owija nogi wokół moich bioder - Jesteś dla mnie najważniejszy, misiu - mówi słodko i całuje mnie w skroń.
- Tak samo jak Ty jesteś najważniejsza dla mnie, Kruszyno - pocieram swoim nosem o jej, a ona chichocze beztrosko - Zrobię wszystko, żebyś była bezpieczna i szczęśliwa.

Po pysznych lodach i obiedzie, wracamy do domku. Wynająłem go, bo jest w niesamowitym miejscu. Gdy Ellie zobaczyła go po przyjeździe, zaniemówiła. Wciąż powtarza, że nigdy nie była w piękniejszym miejscu. A ja chcę pokazać jej takich miejsc jak najwięcej. Obiecałem sobie, że w te wakacje zabiorę ją gdzieś jeszcze. Może do Europy? Interes kręci się lepiej niż kiedykolwiek, chłopcy panują nad sytuacją i wiem, że dopilnują wszystkiego. Wreszcie mam trochę czasu, aby w pełni zając się moją dziewczyną. Nie ukrywam, ten rok wcale nie był dla niej łatwy. Zbyt wiele złych rzeczy się wydarzyło, a ona nawet na chwilę się nie poddała, nie zrezygnowała ze mnie. No, pomijając ten jeden raz, kiedy wkurzyła się o Agnes i "zerwała ze mną" na pięć minut. Prycham, nie mógłbym pozwolić jej odejść, przecież jest moim "wszystkim".

Przebieram się w krótkie spodenki i wychodzę z pokoju. Rozglądam się, ale małej nigdzie nie ma. Hmm.
- Ellie? Gdzie jesteś? - zaglądam do jednego z pokoi, ale nic. Idę dalej i dopiero kiedy docieram do drzwi, widzę ją jak siedzi na drewnianym pomoście i moczy nogi w wodzie. Delikatny, ciepły wiaterek rozziewa jej włosy i wygląda jak anioł. Schodzę ze schodów, siadam za nią i obejmuję ją w talii - Cześć, Kotku.
- Cześć - mówi cicho i przytula się do mojego ramienia - Pięknie tutaj, wiesz? - wzdycha rozmarzona i cholernie cieszę się, że jest szczęśliwa - Mogłabym zostać tutaj na zawsze.
- Naprawdę? - uśmiecham się i czuję, jak układa swoje dłonie na moich, które trzymam na jej brzuchu - Więc zostańmy. Ukryjmy się przed całym światem - szepczę jej do ucha i kołyszę na boki.
- Gdyby to było takie proste, chętnie - kręci głową i przekręca ją w moją stronę.
- Jesteś taka śliczna, aniołku - cmokam jej słodkie usta i chyba nigdy mi się to nie znudzi. 
Pogłębia pocałunek i delikatnie wsuwa język w moje usta. Przekręcam ją i układam na moich kolanach. Wsuwa palce w moje włosy, zaciska dłonie w pięści i wypuszcza przeciągły, seksowny jęk. Kurwa! Niemal natychmiast to na mnie działa. Gryzie mnie w wargę, pociąga za nią i doskonale wie, co robi. Jak to możliwe, że ze słodkiej dziewczynki potrafi zmienić się w seksowną kobietę? I to wszystko w przeciągu sekundy? Obejmuję ją mocniej w pasie i zsuwam się do wody. Uśmiecha się przez pocałunek, ale nie odrywa swoich ust od moich. Owija nogi wokół moich bioder i jeszcze mocniej się do mnie dociska. Moja mała...



*********************************************
Hello! :)
I tak oto dobrnęliśmy do końca kolejnego opowiadania. To niesamowite, jak to wszystko szybko mija. Niedawno dodawałam pierwszy rozdział, a dzisiaj już jest koniec.

Rozdział miał być jeden + epilog, ale postanowiłam je połączyć i dzisiaj zakończyć wszystko. Stąd rozdział nieco dłuższy :)

Jak zawsze chciałam wam bardzo podziękować. Za wsparcie, troskę, dobre słowa, komentarze. Piszę to za każdym razem, ale naprawdę jesteście niesamowite! Gdyby nie wy, z pewnością nie napisałabym trzynastu opowiadań! Hahahaha, szalona ja! :D

Teraz zostajemy przy 18th, które również zbliża się powoli do końca no i przy nowym ff, które dopiero zaczynamy :)

Kocham was, tulę mocno i DZIĘKUJĘ!
Kasia.







Layout by Yassmine